RELACJE

RUNDA WIOSENNA SEZONU 2010/11

 

Zamiast sprawozdania z ostatniego meczu Przyszłości Rogów  z Naprzodem Rydułtowy 1 : 0 mamy podsumowanie gry Przyszłości w IV lidze

Po X latach gry w IV lidze - awans do III

Wstęp:

W sezonie 2000/2001 drużyna Przyszłości Rogów awansowała jako jedyna z Gminy Gorzyce (i dotychczas się nic nie zmieniło) z okręgówki do IV ligi. Trenerem, który wprowadził Rogowian do IV ligi był Janusz Kosubek. Po dziesięciu latach nieprzerwanej gry w tej lidze, Przyszłość Rogów awansowała do III ligi. Jest to bezsporny sukces Klubu z tak małej miejscowości jaką jest Rogów. Chcemy przedstawić wam genezę tego wydarzenia i sylwetki ludzi, którzy tego dokonali.

Zarząd:

Hartował się przez te dziesięć lat. Zmieniał się jego skład osobowy, uzupełniał o nowe młodsze osoby, które przychodziły w miejsce starszych, „wypalonych”. Zasługą  ludzi, na których spadł splendor awansu jest to, że potrafią korzystać z doświadczenia tych, którzy odeszli i uczyć się na błędach (często własnych). Przewodzi Zarządowi Ryszard Skatuła, wiceprezesem do spraw sportowych jest Alojzy Huwer, sekretarzem Henryk Matuszek, skarbnikiem Bronisław Mrozek. Członkami są: Damian Koczy, Alojzy Piszczan i Eugeniusz Pucka. Bardzo ważną funkcję doradczą pełni przy Zarządzie honorowy prezes Klubu – Tadeusz Skatuła. Ciekawostką jest fakt, że w Zarządzie są jeszcze dwie osoby, które pamiętają poprzedni awans z okręgówki do IV ligi: Ryszard Skatuła i Alojzy Piszczan. Należy podziwiać wytrwałość tych ludzi.

Kadra Szkoleniowa:

Człowiekiem, któremu powiodła się sztuka awansu, jest trener i dyrektor sportowy Klubu w jednej osobie Tomasz Sosna. Drugim trenerem jest Robert Żbikowski. Nie trzeba dodawać, że Robert to jeszcze czynny piłkarz i najlepszy strzelec drużyny. W tym wypadku udało się uzyskać optymalne rozwiązanie, o którym marzy się w wielu drużynach – dyrektywy co do zmieniającej się sytuacji na boisku są natychmiast korygowane, bo z ławki jednak nie wszystko jest widoczne. Trenerem bramkarzy jest Grzegorz Tomala – też jeszcze czynny zawodnik, który w razie potrzeby może w każdej chwili stanąć między słupkami. Bardzo ważną funkcję w Klubie pełni jego menadżer – znany trener Ryszard Wieczorek. Jego dyskretne uwagi wniosły bezcenne wartości jeżeli chodzi o taktykę zespołu. Pan Ryszard pełni swoją funkcję społecznie, z czystej życzliwości dla drużyny, której kiedyś (o czym nie wszyscy pamiętają) był trenerem. Sztab szkoleniowy Przyszłości uzupełnia niezmiernie oddany i pracowity – kierownik drużyny, Mariusz Wojtala.

Zawodnicy:

Wszystko co dotychczas zostało przedstawione nie miało by sensu, gdyby nie zawodnicy, którzy wywalczyli historyczny awans. A są to: Mateusz Łobaczewski, Rafał Niedziela, Grzegorz Kolisz, Dawid Sander, Marek Malcher, Roland Kachel, Wojciech Pucka, Ireneusz Marcinkowski, Radosław Żbikowski, Grzegorz Styczeń, Marcin Lukoszek, Szymon Cichecki, Wojciech Sałek, Szymon Ciuberek, Kamil Benauer, Dawid Bober, Przemysław Szkatuła, Paweł Wieczorek, Dominik Kiepas oraz zawodnicy, którzy grali tylko w rundzie jesiennej sezonu 2010/11: Dariusz Halszka, Krzysztof Błędowski.

Dziesięć sezonów Przyszłości w IV lidze:

2001/2002:

Trenerzy: Janusz Kosubek, po nim Ryszard Kamiński i po nim Jan Adamczyk. Rola trenera beniaminka była w tym wypadku niewdzięczna, stąd takie roszady.

Powodem zmian trenerów były wysokie porażki drużyny: Kosubka po klęsce w Rogowie z Odrą II Wodzisław 1 : 8 (zresztą najwyższa porażka Przyszłości w IV lidze) i 1 : 5 ze Stalą w Bielsku,  Kamińskiego po porażce w Lędzinach 1 : 5.

Beniaminek w końcowej tabeli znalazł się z 13 zwycięstwami, 5 remisami i 12 porażkami po zdobyciu 44 punktów i stosunkiem bramek 49 : 58 na niezłym 7 miejscu. Ujemny bilans bramkowy już się nigdy w IV lidze nie powtórzył.

2002/2003:

Trener: Jan Adamczyk.

Drugi sezon w IV lidze to eksplozja, której się nikt nie spodziewał. 22 zwycięstwa, 7 remisów, 1 porażka (w ostatnim meczu z Bieruniem) dało 73 punkty i stosunek bramek 69 : 22 oraz 1 miejsce w grupie z przewagą 18 punktów nad drugą Odrą II Wodzisław. W pamięci zostały dwa mecze: zwycięstwo 6 : 0 z Górnikiem Pszów i mecz w Rogowie z Victorią Jaworzno. Ten mecz na przestrzeni lat niektórzy określi jako jeden z najlepszych w ogóle naszej drużyny w IV lidze. Kiedy w 53 minucie Przyszłość straciła gola na 1 : 2 i jednego zawodnika za czerwoną kartkę, nikt się nie spodziewał, że wygramy ten mecz 4 : 2. Bramki w tym pojedynku strzelili: B. Krótki, Kuś, M. Staniek, Wojtala. Baraż o III ligę z Walką Makoszowy zgromadził w Rogowie rekordową ilość 2000 widzów. Remis i porażka 2 : 0 na wyjeździe zamknął (na długie lata jak - się okazało) drogę Przyszłości do III ligi.

2003/2004:

Trener: Jan Adamczyk.

Przyszłość zajęła 3 miejsce w końcowej tabeli. Odniosła 16 zwycięstw, 9 remisów, 5 porażek. Zgromadziła 57 punktów i stosunek bramek 56 : 30. Wyprzedzili nas piłkarze Górnika Jastrzębie (awansowali po barażach do III ligi) i Koszarawy Żywiec. Ciekawsze wyniki tego sezonu, to zwycięstwa: 6 : 2 ze Stalą Bielsko, 5 : 1 z Polonią Marklowice i 3 : 0 z Koszarawą Żywiec – mecz porównywalny do tego z poprzedniego sezonu z Victorią Jaworzno.

2004/2005:

Trener: Tomasz Pocialik , od grudnia Józef Dankowski.

Przyszłość znowu w czołówce. Po 16 zwycięstwach, 4 remisach i 10 porażkach zdobyliśmy 52 punkty, stosunek bramek: 69 : 39 zajęliśmy 3 miejsce za Koszarawą Żywiec i Energetykiem ROW Rybnik. Ciekawostką był mecz w Rybniku, gdzie Przyszłość uległa gospodarzom 4 : 2 a jedną z bramek (ostatnią) dla Rybnika dalekim strzałem zdobył Marek Malcher, który od nowego sezony znalazł się w naszej drużynie. Trener Dankowski po „zawirowaniach” w meczu z Grunwaldem Ruda Śl. przegranym przez Przyszłość w Rogowie 1 : 3, przestał pełnić swoją funkcję a zastąpił go w ostatnim meczu sezonu Franciszek Krótki. Zresztą bez sukcesów ponieważ Przyszłość przegrała w Marklowicach 5 : 3.

2005/2006:

Trener: Franciszek Krótki, zmienił go Adam Nocoń.

Przyszłość grała w kratkę i zdobywając 49 punktów po 14 zwycięstwach, 7 remisach, 9 porażkach miała stosunek bramek 49 : 40 uplasowała się na 6 miejscu. Sezon bez historii. Jedyną atrakcją zmiana na stanowisku trenera w trakcie sezonu.

2006/2007:

Trener: Adam Nocoń, zmienił go od maja Jan Adamczyk.

W tym sezonie oprócz kolejnej roszady trenerów zaszła w Przyszłości istotniejsza zmiana. W 2006 roku po doskonałym wyniku w wyborach do Rady Powiatu Wodzisław zrezygnował z prezesury Tadeusz Skatuła. Zastąpił go jego brat Ryszard Skatuła. Pamiętamy jak na odchodnym swego brata p. Ryszard powiedział „tobie się nie udało, to ja awansuję do III ligi”. Jak się okazało były to prorocze słowa. Na końcu sezonu Przyszłość uplasowała się znowu na 6 miejscu po zdobyciu 51 punktów i osiągnięciu stosunku bramek 52 : 36. Na ten dorobek złożyło się 13 zwycięstw, 12 remisów (byliśmy w tym sezonie mistrzami remisów), 5 porażek. Zapamiętaliśmy z tego sezonu 4 gole Pruska w meczu z Pasjonatem Dankowice wygranym 5 : 1, oraz klęskę w Koszarawie 4 : 0, po której nastąpiła zmiana trenera. Zresztą Koszarawa po barażach znalazła się w III lidze.

2007/2008:

Trener: Jan Adamczyk zmieniony w kwietniu przez Krzysztofa Zagórskiego.

Sezon bardzo istotny, gdyż był sezonem reorganizacji polskich lig. Przy dobrych wiatrach można było po grach barażowych awansować z IV nawet do II ligi. Bezpośrednio do III ligi awansowały z naszej grupy 3 zespoły a czwarty po barażach (BKS Stal Bielsko). Przyszłość jak na złość uplasowała się na 5 miejscu i pozostała tam gdzie była. Wygrywając 19 razy, 3 razy remisując i 8 razy przegrywając, zdobyliśmy 60 punktów i stosunek goli 70 : 40. Istotne w tym wszystkim były mecze z BKS – em . W Bielsku, Przyszłość wygrała 2 : 1, by przegrać - grając bez trenera (p. Adamczyk zachorował)  w Rogowie aż 1 : 4. Właśnie ten wynik pogrążył Przyszłość w bezpośredniej rywalizacji z Bielskiem, gdyż punkty obie drużyny miały takie same. Do Rogowa przyszedł z Odry Wodzisław, p. Zagórski. Od momentu objęcia drużyny pan Krzysztof nie stracił ani jednego punktu. Wygrał 11 meczy, co nie starczyło do awansu. Ta sytuacja pokazuje, że trener Adamczyk doskonale przygotował drużynę pod względem motorycznym, niestety nie potrafił znaleźć wspólnego języka z drużyną.

2008/2009:

Trener: Paweł Sibik.

Pan Zagórski mimo, że miał tak dobrą passę nie chciał pozostać w Rogowie i odszedł do Odry Wodzisław. Pan Sibik kontynuował dobrą passę i po 21 zwycięstwach, 6 remisach i 3 porażkach zdobył z drużyną 69 punktów, stosunek goli 76 : 22 i 2 miejsce za Skałką Żabnica. Przyszłość grała pod wodzą p. Sibika ciekawą piłkę. Odniosła dwa wysokie zwycięstwa: 6 : 1 nad Polonią Marklowice i 6 : 0 nad Rymerem Rybnik.

2009/2010:

Trener: Tomasz Sosna.

Zmiana trenera nastąpiła niejako samorzutnie. Trener Sibik podobnie jak jego poprzednik skuszony obietnicami Odry Wodzisław zakończył pracę w Przyszłości. Sezon naznaczony piętnem kryzysu w prawie wszystkich klubach. Nie ominął również Przyszłości. Z braku funduszy nie wystartowała, grająca w okregówce drużyna rezerw. Jej piłkarze zostali dokooptowani do pierwszej jedenastki. Takich piłkarzy było 11 – sami wychowankowie. Było wiadomo, że wszyscy we wszystkich meczach nie zagrają. Zniechęciło to tych zawodników i po sezonie wszyscy odeszli z Klubu do ościennych A – klasowych drużyn. Pan Sosna nie przejmując się sytuacją pomału budował zespół zdolny powalczyć o III ligę. W efekcie po przyzwoitej grze Przyszłość zajęła 4 miejsce. Wygrała 15 razy, 6 razy zremisowała i 9 razy przegrała. Dało to 51 punktów i stosunek bramek 51 : 29. Był to pierwszy sezon, kiedy w Klubie zaczęto się kierować zasadą: „pieniądze dla piłkarzy leżą na murawie stadionu. Jeżeli będą zwycięstwa będzie kasa”. Ta maksyma miała przynieść wymierne efekty w następnym sezonie.

2010/2011:

Trener: Tomasz Sosna.

Umiejętnie budowany zespół spełnił wreszcie oczekiwania rzeszy kibiców i po dojrzałej grze awansował do III ligi. Przyszłość z 20 zwycięstwami, 6 remisami i 4 porażkami (z Podbeskidziem II Bielsko Biała 0 : 4 w Bielsku, Gwarkiem Ornontowice u siebie 0 : 2, Unią Racibórz i LKS Czaniec po 0 : 1 na wyjazdach) zdobywając 66 punktów i mając stosunek bramek 50 : 22 wywalczyła 1 miejsce w IV lidze 2 grupie śląskiej. Królem strzelców w Przyszłości został drugi trener Robert Żbikowski z 17 bramkami. Spore zasługi w awansie miał również menadżer Klubu Ryszard Wieczorek, którego cenne uwagi odnośnie taktyki pozwoliły na spokojną pracę trenerom. Jeżeli już mówimy o zasługach, to oprócz całego Zarządu z prezesem Ryszardem Skatuła na czele należy oddzielnie wspomnieć o wiceprezesie do spraw sportowych panu Alojzym Huwer, który zrobił co się dało (również finansowo) aby awans stał się faktem.

Odchodzący wychowankowie:

Nawet w najpełniejszej beczce miodu znajdzie się zawsze łyżka dziegciu. W Rogowskiej znalazły się nawet dwie. Jedna to odchodzący z Przyszłości do ościennych, przeważnie A – klasowych klubów jej wychowankowie. Niektórzy z nich to spore talenty piłkarskie, ale wymagające szlifu. Ten szlif mogli otrzymać od dobrych fachowców jacy pracują w Rogowie. Nie starczyło jednak cierpliwości i pomyślunku. Wiadomo przecież, że już sama praca na treningach z zawodnikami IV ligowymi daje więcej niż gra w niższych klasach. To, że byli to chłopcy nie obrobieni piłkarsko świadczy fakt, że nikt z nich poza Pawłem Matuszkiem nie poszli grać nawet do okręgówek, o IV lidze nie wspominając. To, że młodzież uciekła z Rogowa to jeszcze nie był by problem, ale swoim postępkiem zarazili nawet juniorów, którzy też postanowili przestać grać i w tym sezonie Przyszłość nie zgłosiła drużyny do grupy juniorów starszych. Całe szczęście, że pod kierunkiem trenerów Krzysztofa Błędowskiego, Wojciecha Pucki i Łukasza Smołki idzie nowa fala utalentowanej młodzieży. Należy wierzyć, że będzie ona rozsądniejsza od poprzedników i zostanie w Klubie, który ich wyszkolił. Wydaje się, że tu wiele będą mieli do powiedzenia rodzice tych dzieci.

Nieżyczliwi:

Drugą łyżką dziegciu to nieżyczliwość niektórych członków społeczności Rogowa. Gdyby ktoś był przesądny powiedział by, że to tacy ludzie, ich „zła energia”, była powodem, że Przyszłość tak długo męczyła się w IV lidze, mimo że zawsze była w górnej połówce tabeli a kilka razy w samej czołówce. Nawet podczas świętowania awansu, niektórzy z nich krzyczeli „C” klasa. Na upomnienie, że Przyszłość dopiero co awansowała do III ligi, mieli krótką odpowiedź: „po roku braknie pieniędzy i zaczniecie od „C” klasy.” Inni znowu chętnie widzieli by piękny stadion Przyszłości zaorany. Nie wiadomo co tym ludziom przyjdzie z takiej niechęci. Ona ich samych w końcu zagryzie.

Życzliwi:

Wypada zakończyć jednak optymistycznie. Na szczęście w parafii Rogów znakomita większość mieszkańców bardzo życzliwie odnosi się do Klubu Sportowego Przyszłość Rogów i to powoduje, że są jeszcze chęci aby coś dobrego zrobić. Przykład dają emeryci, którzy praktycznie za darmo, po każdym meczu regenerują murawę. Stali bywalcy na stadionie Przyszłości pamiętają w jakim makabrycznym stanie była murawa po tegorocznej zimie. Po 4 tygodniach uporczywej pracy płyta naszego stadionu znowu może konkurować z najlepszymi. Ci ludzie też jeżdżą na mecze wyjazdowe a nawet na sparingi. Można śmiało powiedzieć, że są z Klubem na dobre i na złe. Prawie przez cały sezon nie było słychać naszych kibiców. Na szczęście w ostatnim meczu z Naprzodem Rydułtowy odnaleźli się i trzeba wierzyć w to, że tak będzie też w III lidze, gdzie punkty wiszą wysoko i nieraz trzeba będzie przełknąć gorzką pigułkę – a może nie?

Bilans IV – to ligowy:

Grając w IV lidze Przyszłość Rogów wygrała 169 razy, zremisowała 68 razy i przegrała 66 razy, co dało 575 punktów. Przez te 10 lat Przyszłość strzeliła 621 goli i straciła 338. W ciągu całej gry w IV lidze jeden mecz wygrała walkowerem: z Unią Racibórz w sezonie 2002/03.    

 

  

 

      

 

_____________________________

11 czerwca 2011 r. - XXIX kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Grunwald Ruda Śląska - Przyszłość Rogów 0 : 2 (0 : 0)

Szampan na głowę trenera i prezesa

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher, Sander, Kolisz, Kachel – Żbikowski II (70. Styczeń), Cichecki (58. Marcinkowski), Ciuberek (83. Benauer), Szkatuła – Sałek (76. Bober), Żbikowski I (K).

Widzów: 80.    Żółte kartki: Przyszłość już od kilku meczy gra bardzo czysto i bez żółtych kartek, o czerwonych nie mówiąc.

Bramki: 87 min. 0 : 1 – Robert Żbikowski,

             92 min. 0 : 2 – Szkatuła.

Aby w sporcie osiągnąć wyższe cele muszą być spełnione pewne warunki: trzeba doskonale znać swoje rzemiosło, trzeba trafić na trenera, który potrafi wykorzystać możliwości zawodnika i trzeba mieć szczęście. Należy zaznaczyć, że bez spełnienia tego trzeciego warunku – wszelkie wysiłki człowieka kończą się fiaskiem. Przyszłość Rogów mimo, że przez kilka lat walki o III ligę pierwsze dwa warunki spełniała – szczęście się do niej nie uśmiechało. Po wyrównanym meczu z Grunwaldem, można powiedzieć, że Przyszłość wreszcie spełniła ten ważny trzeci warunek. Była by to nie cała nieprawda. To, że bramki padły w takich minutach jak padły było wynikiem dojrzałej taktyki Przyszłości. Przed tym meczem było wiadomo, że naszej drużynie były potrzebne z dwóch meczy dwa punkty, a więc nic by się nie stało gdyby w Rudzie Śląskiej padł remis. Dlatego zachowawcza gra Przyszłości przez większość meczu miała swoje uzasadnienie. W pierwszej połowie żadna z drużyn nie stworzyła sobie klarownej sytuacji do strzelenia goli, mimo że obie jedenastki usilnie się o to starały. Niemniej ataki więcej niż dwoma zawodnikami należały do rzadkości.

Druga połowa początkowo wyglądała podobnie. Grunwald mający w pierwszej linii tylko Kota, który robił co mógł, ale pieczołowicie pilnowany przez Sandra i Kolisza, niewiele mógł. Obraz nijakiej gry uległ zmianie, kiedy na boisku pojawił się Marcikowski. Zdynamizował on poczynania naszego zespołu. Między 58 a 64 minutą Przyszłość kilka razy zagroziła bramce gospodarzy, jednak bez powodzenia. Kolejne trafione zmiany w naszej drużynie kiedy na boisku pojawili się Bober i Benauer spowodowały, że od 80 minuty praktycznie Przyszłość nie schodziła z połowy gospodarzy. W 87 minucie po dynamicznej akcji Przyszłości zmęczony zawodnik Grunwaldu posiłkował się w polu karnym ręką. Sędzia niczego nie zauważył, niemniej po niemrawym wybiciu piłki przez gospodarzy ta trafiła do Stycznia a potem do Benauera, który podciągnął parę metrów i miękko podał nad leżącym obrońcą wzdłuż pola karnego, gdzie czekał na swoją szansę Robert Żbikowski. Takiego podania nie mógł zmarnować i mocnym strzałem pod poprzeczkę dał Przyszłości prowadzenie. Zawodnicy Grunwaldu zaraz po wznowieniu gry zaatakowali całą drużyną. W 91 minucie gry spowodowali spore zamieszanie przed bramką Przyszłości i dopiero przytomny wykop Marcinkowskiego zażegnał niebezpieczeństwo. W 92 minucie do fatalnego wybicia piłki przez bramkarza lub obrońców Grunwaldu wystartował Szkatuła. Miał przed sobą Roberta Żbikowskiego, który truchtem wracał ze spalonego. Nasz pomocnik właściwie ocenił sytuację i pognał sam na bramkę Grunwaldu. Na przeciw wybiegł bramkarz, którego nasz zawodnik złapał na wykroku i z narożnika pola karnego strzelił po ziemi. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Euforia jaka zapanowała wśród piłkarzy, ale i kibiców Przyszłości, których była zdecydowana większość na trybunach, jest trudna do opisania. Przyszłość po wielu latach, w których niezmiennie plasowała się w czołówce IV ligowej tabeli, wreszcie dopięła swego i awansowała na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek, do III ligi.

Ciekawostką w tej sytuacji jest fakt, że Grzegorz Kolisz i Robert Żbikowski to prawdziwe dzieci szczęścia. Pierwszy cztery lata pod rząd wprowadzał do klasy wyższej drużyny, w których grał. I tak rok po roku awansowały o klasę wyżej: Beskid Skoczów, Skałka Żabnica, Kolejarz Stróże i teraz Przyszłość Rogów. Podobnie Robert też cztery razy awansował o klasę wyżej ze swoimi drużynami, ale nie miał tego szczęścia co Grzegorz i nie robił tego rok po roku.

 

 

___________________________

4 czerwca 2011 r. - XXVIII kolejka w IV lidze sezonu 2010/11

Przyszłość Rogów - Gminne Towarzystwo Sportowe Bojszowy 5 : 0 (1 : 0)

Słońce zaświeciło nad Rogowem. Klasyczny hat trick Roberta Żbikowskiego

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher, Sander, Kolisz, Kachel – Żbikowski II (67. Styczeń), Cichecki (46. Ciuberek), Sałek (77. Bober), Szkatuła (73. Benauer) – Wieczorek, Żbikowski I.

Widzów: 200.

Bramki:  4 min. 1 : 0 – Cichecki,

            53 min. 2 : 0 – Radosław Żbikowski,

            56 min. 3 : 0 – Robert Żbikowski,

            76 min. 4 : 0 – Robert Żbikowski,

            89 min. 5 : 0 – Robert Żbikowski.

Dla porządku: W naszych sprawozdaniach Robert Żbikowski to ten pierwszy. Radosław to Żbikowski II.

Ten mecz to popis braci Żbikowskich. Przyszłość podrażniona – co tu dużo mówić – pechową porażką w Czańcu, postanowiła ostro potraktować kolejnego przeciwnika. Trener dokonał mądrych roszad w składzie i okazały się one opatrznościowe. Od pierwszej minuty na boisku pojawił się Cichecki. Właśnie to on podszedł do piłki kiedy w 4 minucie Przyszłość strzelała rzut wolny z 25 metrów. Wspaniały półgórny rogal minął mur gości i wylądował w prawym rogu bramki GTS – u. Objęliśmy prowadzenie, ale przy tej bramce należy oddać honor Wieczorkowi, którego niekonwencjonalny zwód zmylił bramkarza gości. Mianowicie do lecącej piłki Paweł najpierw zrobił ruch jak by chciał ją kopnąć w przeciwny róg i bramkarz poszedł za tym zwodem. Nasz napastnik jednak cofnął nogę a będący na wykroku bramkarz nie był w stanie nic zrobić. Po strzeleniu bramki Przyszłość zaczęła szanować piłkę i do głosu próbowali dojść niespodziewanie goście. Już w 5 minucie groźną centrę z prawej strony wyłapał Łobaczewski. W 27 minucie po rogu Cicheckiego, Szkatuła próbował piętą wepchnąć piłkę do bramki – obrońcy byli na miejscu. W 30 minucie lewą stroną poszedł Szkatuła. Jego mocną centrę odbił bramkarz przed siebie – wprost pod nogi Żbikowskiego I. Strzał z 3 metrów poszedł jednak wysoko nad poprzeczką. Następne 7 minut meczu należało całkowicie do gości. W 32 minucie po rzucie wolnym Myszora z 40 metrów, Sander głową wyręczył Łobaczewskiego. W 34 minucie po szybkiej kontrze GTS – u napastnik gości główkował niebezpiecznie, na szczęście obok bramki. W 35 minucie zawodnik gości znalazł się sam na sam z naszym brakarzem i przegrał ten pojedynek. W 36 minucie po krosie Myszora goście z prawej strony groźnie centrowali – Łobaczewski był na miejscu. W 37 minucie dominację gości przerwał Wieczorek, który uciekł lewą stroną. Podał mocną piłkę w pole karne, gdzie szarżującego przed pustą bramką Żbikowskiego II ubiegł obrońca. GTS nie rezygnował i w 40 minucie płaski strzał gości musiał z najwyższym trudem wypchnąć na róg Łobaczewski. W 41 minucie indywidualną akcję kończył mocnym strzałem Żbikowski II – bramkarz był na posterunku. W 44 minucie po szybkiej akcji GTS – u lewą stroną, Wesecki nie sięgnął doskonale podanej piłki. Kropkę nad „i” w pierwszej połowie postawił Malcher gdy po jego mocnym uderzeniu w 45 minucie głową wyręczył bramkarza Myszor.

Druga połowa to znaczne podkręcenie tempa przez Przyszłość. Rogowianie doszli do słusznego wniosku, że zachowawcza gra na utrzymanie wyniku może się skończyć podobnie jak tydzień temu z Marklowicami. W 53 minucie akcję zainicjował Żbikowski I,  uruchomił na lewej stronie szybkiego Szkatułę. Ten zbiegł do końcowej linii boiska i precyzyjną mocną centrę posłał na przeciwległą stronę pola karnego gości, gdzie będący na pełnej szybkości Radosław Żbikowski wpakował piłkę na 2 : 0 do siatki. Od tego momentu nastąpił popis starszego brata Radosława – Roberta. W 56 minucie do podania naszych pomocników wystartował obrońca gości i właśnie Robert. Nasz napastnik uprzedził obrońcę, przejął piłkę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki – 3 : 0. Po utracie trzeciego gola goście spasowali oddając pole Przyszłości. To był błąd. Wprawdzie w 72 minucie po składnej akcji lewą stroną strzelali z 20 metrów, ale wprost w dobrze ustawionego Łobaczewskiego. To jednak w 76 minucie podanie od naszych obrońców przejął Robert Żbikowski. Minął pilnującego go stopera, minął po raz drugi bramkarza i zdobył gola na 4 : 0. W 78 minucie po centrze Myszora piłkę łapał nasz bramkarz i został bezpardonowo potraktowany przez napastnika gości. W 81 minucie Wieczorek z Benauerem zorganizowali szybką akcję. Ten ostatni zamiast strzelać próbował podawać do Żbikowskiego I i piłkę przejęli obrońcy. Ostatnie 10 minut meczu to całkowita dominacja Przyszłości. W 88 minucie przed szansą stanął Wieczorek. Uciekł obrońcy i znalazł się sam na sam z wybiegającym bramkarzem. Próbował go minąć zwodem, ale wszystko zrobił za wolno i golkiper wyciągnął mu piłkę spod nóg. Minutę później Robert Żbikowski pokazał jak należy wykorzystywać takie sytuacje i pokonał po raz piąty bramkarza gości.

Przyjrzyjmy się teraz sytuacji w tabeli: po porażce Rekordu Bielsko Biała w Czechowicach 4 : 3 (to musiał być mecz!) Przyszłość odskoczyła znowu na 4 punkty. W takiej sytuacji Rekord choć by wygrał ostatnie dwa mecze może zdobyć najwyżej 62 punkty. Przyszłość ma ich w tej chwili 60. Wystarczy w dwóch pozostałych meczach dwa razy zremisować i awans do III ligi jest pewny, bowiem w bezpośrednich pojedynkach z Rekordem nasza drużyna jest lepsza. Wierzymy jednak, że III liga będzie w Rogowie już w następną sobotę, po meczu z Grunwaldem.

 

_________________________

1 czerwca 2011 r. - XXVII kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

LKS Czaniec - Przyszłość Rogów 1 : 0 (0 : 0)

Przyszłość trwoni dorobek sezonu (skąd my to znamy ?)

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher, Sander, Kolisz, Marcinkowski (41. Kachel) – Styczeń (76. Pucka), Ciuberek (60. Wieczorek), Sałek, Żbikowski II – Szkatuła (84. Benauer), Żbikowski I.

Widzów: 100.  Żółte kartki: Styczeń.

Bramka: 88 min. 1 : 0 – Giziński (głową).

Przyszłość Rogów w ciągu dwóch tygodni dała radę roztrwonić dorobek całego sezonu. W ostatnich trzech meczach zdobyła aż 2 punkty i pozwoliła doścignąć się Rekordowi Bielsko Biała na odległość tylko 1 punktu. Tytułowe – skąd my to znamy, jest zasadne bo sytuacja powtarza się od szeregu lat i zaczyna być denerwująca. W każdym razie teraz okaże się czy nasza drużyna ma charakter bojownika i powalczy. Obecnie nie ma już nad czym kombinować – aby awansować, to po dzisiejszych meczach sytuacja jest taka, że ostatnie trzy mecze Przyszłość musi wygrać.

Rozpoczął wszystko w 5 minucie strzałem Sałek – bramkarz spokojnie obronił. W 10 minucie centrę Marcinkowskiego też wyłapał bramkarz. W 17 minucie Kolisz popełnił podobny błąd jak w meczu z Marklowicami i wyłożył piłkę napastnikowi Czańca, który strzelił. Piłka przeszła po rękach Łobaczewskiego i zmierzała w kierunku bramki, gdzie dogonił ją Sander i zażegnał niebezpieczeństwo. W 19 minucie strzał z 18 metrów odbił się od naszych obrońców i trafił do naszego bramkarza. W 24 minucie Żbikowski I wypuścił po skrzydle Szkatułę. Ten uciekł obrońcy i strzelił w długi róg – niestety niecelnie. W 30 minucie bardzo groźna akcja Czańca zakończyła się rogiem. W 31 minucie znowu dobrą  krosową piłkę dostał Szkatuła. Strzelił mocno lecz znowu nie trafił. W 33 minucie po składnej akcji Przyszłości strzelał z 25 metrów Sałek – nad bramką. Ostatnie 5 minut meczu przed przerwą to przewaga gospodarzy. W 40 minucie Czaniec groźnie strzelał z 15 metrów – niecelnie. W 45 minucie po bałaganie w środkowej strefie Przyszłości gospodarze wywalczyli rzut rożny, który wyłapał Łobaczewski.

Druga połowa zaczęła się od ataków Przyszłości. W 47 minucie bramkarz Czańca wyłapał groźną centrę w pole karne. W 48 minucie po akcji Szkatuły z Sałkiem do piłki w polu karnym doszedł Żbikowski I i będąc sam na sam z bramkarzem nie potrafił go pokonać. W 50 minucie atakiem odpowiedzieli gospodarze – Łobaczewski obronił strzał z 16 metrów. W 52 minucie Styczeń z prawej strony idealnie obsłużył Żbikowskiego I – ten był 1 metr przed pustą bramką i .... przestrzelił. W 54 minucie po kontrze Czańca nasi obrońcy mieli pełne ręce roboty, ale wybili piłkę na róg. W 57 minucie po raz kolejny Styczeń wypracował doskonałą sytuację Żbikowskiemu I – ten strzelił jednak z 8 metrów wysoko nad bramką. W 61 minucie mocną centrę z prawej strony obronił Łobaczewski. W 63 minucie Kolisz rzucił w pole karne Czańca piłkę na piersi Żbikowskiego I. Robert bez namysłu strzelił i trafił w słupek. W 74 minucie po rogu Sałka piłkę łapał bramkarz. W 75 minucie po kontrze gospodarzy, Łobaczewski interweniował skutecznie między dwoma napastnikami. W 83 minucie strzelał Szkatuła – w ręce bramkarza. Jak wynika z opisu Przyszłość miała w drugiej połowie wyraźną przewagę lecz nasza nieskuteczność była porażająca. To musiało się zemścić. W 88 minucie Malcher podał tak niefrasobliwie do naszego bramkarza, że ten ratował się wybiciem piłki na aut. Rzut z autu z prawej strony zawodnik Czańca wykonał bardzo precyzyjnie. Piłka przeleciała 30 metrów i trafiła w nasze pole karne. Tam ktoś ją główkował (nie wiadomo czy nie był to przypadkiem nasz obrońca) na lewą stronę pola karnego, gdzie przez nikogo nie niepokojony Giziński też głową wpakował ją do naszej bramki. Po wznowieniu gry ruszył na przebój Żbikowski I i będąc sam przed bramkarzem strzelił obok bramki. W doliczonym czasie gry główkował jeszcze z bliska Sander, ale bramkarz nie dał się zaskoczyć.

O meczu w Czańcu musimy jak najszybciej zapomnieć i zagrać w kolejnych meczach energiczniej a przede wszystkim skuteczniej – przecież nie ma już czego bronić.     

 

____________________

28 maja 2011 r. - XXVI kolejka IV ligi sezonu 2010/11.

Przyszłość Rogów - Polonia Marklowice 1 : 1 (0 : 0)

Szczęście opuściło Przyszłość

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher, Sander, Kolisz, Marcinkowski – Żbikowski II, Ciuberek (84. Benauer), Sałek (80. Bober), Kachel (66. Styczeń) – Wieczorek (68. Szkatuła), Żbikowski I.

Widzów: 200. Żółte kartki: Malcher, Sałek.

Bramki: 69 min. 1 : 0 – Styczeń,

             82 min. 1 : 1 – Kotula.

Na śliskiej murawie i przy ciągle padającym deszczu drużyny stworzyły niezłe widowisko. Pierwszą akcję po której musiał interweniować bramkarz zorganizowali w 9 minucie goście. Słabą centrę z prawej strony wyłapał Łobaczewski. W 10 minucie poważniej odgryzła się Przyszłość: strzał Kachela z 25 metrów wspaniałą paradą obronił bramkarz Polonii. W 18 minucie po rzucie z autu główkował Wieczorek – minimalnie nad bramką (to minimalnie będzie nas prześladowało do końca meczu). W 20 minucie po centrze Malchera z prawej strony, piłkę z głowy Robertowi Żbikowskiemu zdjął w ostatniej chwili obrońca Polonii. W 26 i 28 minucie najpierw o włos minął się z piłką Wieczorek po centrze Marcinkowskiego a później sam Marcinkowski strzelał pół metra obok bramki gości. W 34 minucie Robert Żbikowski podawał mocną piłkę do brata, który znalazł się przed odkrytym rogiem bramki Marklowic. Śliska piłka zeszła jednak z buta Radka i zamiast do siatki poszła obok. W 41 minucie z 25 metrów strzelał Malcher – bramkarz znowu wspaniałą paradą wyciągnął piłkę z okienka swojej bramki. W 43 minucie Polonia wreszcie zagroziła bramce Przyszłości i po rzucie wolnym a potem po rożnym powstało zamieszanie w naszym polu karnym po którym piłka wyszła na aut bramkowy. W 44 minucie o przebój pokusił się Ciuberek zakończony świetnym strzałem, który znowu bramkarz wypchnął na róg.

W drugiej połowie dalej atakowała Przyszłość. Goście – szczególnie w osobach Dzierżęgi i Pokornego – ograniczali się do przeszkadzania w grze i konsekwentnie dążyli do wywiezienia z Rogowa 1 punktu, który praktycznie zabezpieczył by ich IV ligowy byt. Jednak w 51 minucie Koliszowi przytrafiła się wpadka, po której napastnik gości otrzymał piłkę jak na talerzu. Wystraszył się jednak wybiegającego Łobaczewskiego i strzelił mu prosto w ręce. W 53 minucie Kolisz strzałem z 30 metrów o mało nie zaskoczył bramkarza gości, jednak piłka przeszła pół metra obok bramki. W 54 minucie powalczył o piłkę Sałek i po jego centrze znowu minimalnie obok słupka główkował Robert Żbikowski. W 62 minucie, o wiele odważniej grający w drugiej połowie goście, strzelali za sprawą Dzierżęgi – Łobaczewski był na posterunku. W 63 minucie strzelał w ręce bramkarza Robert Żbikowski. W 65 minucie po ładnej akcji Sandra z Malcherem, ten ostatni precyzyjnym strzałem próbował trafić do okienka bramki gości – minął o parę centymetrów. W 69 minucie będący 3 minuty na boisku Styczeń otrzymał prezent od dobrze do tej pory grającego bramkarza Polonii i znalazł się z piłką przed pustą bramką. Objęliśmy prowadzenie. Goście nie mając nic do stracenia próbowali zaatakować. Rozpoczęli od faulu na naszym bramkarzu w 71 minucie. W 74 minucie Styczeń mógł stać się bohaterem meczu. Otrzymał idealne podanie od Radosława Żbikowskiego i będąc 7 metrów przed bramką i bramkarzem zamiast od razu strzelić zaczął szukać podania do Roberta Żbikowskiego, a ten był już pokryty przez obrońców. Niestety ta sytuacja zemściła się w 82 minucie. Po jednej z kontr prawą stroną goście zamieszali w naszym polu karnym. Pierwszy strzał obronił jeszcze Łobaczewski, ale przy dobitce w długi róg Kotuli był już bezradny. Minutę po tym zaskoczonych Rogowian ponownie skontrowali goście i po strzale z 20 metrów Łobaczewski musiał ratować sytuację wybiciem na róg. W 88 minucie ponowna składna akcja Polonii zakończyła się na szczęście dla nas strzałem obok słupka.

W tym meczu Przyszłość była drużyną lepszą i powinna spokojnie wygrać. Właśnie tego spokoju zabrakło w licznych doskonałych sytuacjach podbramkowych, które sobie stworzyła. Polonia natomiast to wzór skuteczności – kilka strzałów w kierunku bramki i jeden gol.

Dobrze podsumował ten mecz Marek Malcher: „Jestem zły na ten mecz. Mając takie sytuacje, zamiast odskoczyć Rekordowi na 6 punktów i do Czańca jechać na luzie, to znowu tam będzie mecz o wszystko i nerwówka”. Nic dodać nic ująć. Inna sprawa, jeżeli nadal będzie nas prześladował pech to trudno z tym walczyć – trzeba liczyć że karta się odwróci. 

 

________________________

22 maja 2011 r. - XXV kolejka w IV lidze sezonu 2010/11

Nadwiślan Góra - Przyszłość Rogów 0 : 0

Po niezłym widowisku – podział punktów

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Pucka (56. Radosław Żbikowski – II), Sander, Kolisz, Marcinkowski – Malcher, Ciuberek (85. Benauer), Sałek, Kachel – Robert Żbikowski (I) - k, Wieczorek (73. Szkatuła).

Widzów: 400.         Sędzia: Sławomir Smaczny (Bytom).

Żółte kartki: Radosław Żbikowski.

Gospodarze rozpoczęli ostro i myśleli, że gra długą piłką i szybkim bieganiem coś załatwi w tym meczu. Jednak gra w IV lidze nie polega tylko na tych elementach sztuki piłkarskiej. Wprawdzie w 2 minucie Łobaczewski musiał się rzucić pod nogi szarżującego przeciwnika, jednak w 9 minucie nastąpił rewanż Przyszłości i po składnej akcji Pucka – Malcher – Wieczorek, ten ostatni wywalczył rzut rożny. Jedyna sytuacja w tym meczu, nad którą Przyszłość w pełni nie zapanowała to zamieszanie w naszym polu karnym w 10 minucie. Najpierw Łobaczewski zaskoczył wszystkich broniąc strzał z 5 metrów, po którym główka gospodarzy z pomocą naszego bramkarza wylądowała na poprzeczce i kolejna główka padła już łupem naszego bramkarza. Nadwiślan nie dawał za wygraną i w 11 minucie ni to strzał ni to centra z prawej strony trafiła w zewnętrzną część poprzeczki naszej bramki. W 20 minucie celnie strzelał Paździorek, Łobaczewski – obronił. Optyczna przewaga gospodarzy trwała do 25 minuty meczu. Potem do głosu coraz częściej zaczęli dochodzić lepiej poukładani piłkarsko goście. W 36 minucie po składnej akcji lewą stroną Kachela, Żbikowskiego I i Marcinkowskiego – strzał tego ostatniego z trudem piękną paradą wybronił bramkarz Nadwiślana. W 38 minucie z 20 metrów strzelał Sałek i trafił w poprzeczkę. W 43 minucie rzut wolny gospodarzy z 40 metrów bez trudu obronił Łobaczewski.

Druga połowa to już w zasadzie dominacja Przyszłości. Gospodarze ograniczali się do szybkich kontr, które oprócz pisku zagorzałych fanek Nadwiślana na trybunach nie czyniły wielkiej szkody uważnie grającej (gdzie tym razem pierwsze skrzypce – wspomagany dzielnie przez Kolisza, grał Sander) naszej defensywie. W 49 minucie po akcji Marcinkowski – Wieczorek – Malcher, Żbikowski I strzelił minimalnie nad poprzeczką. W 55 minucie po kontrze prawą stroną gospodarzy, centrę z prawej strony zneutralizował Kolisz. W 61 minucie po wrzutce z rzutu wolnego Sałka do główki w polu karnym doszedł Sander i o centymetry minął cel. Jeszcze w tej samej minucie po centrze Malchera główkował Żbikowski I w ręce bramkarza. W 64 minucie prawą stroną uciekł Żbikowski II i posłał piłkę w pole karne. Piłki jednak nie sięgnął ani jego brat ani Wieczorek. W 70 minucie po centrze z prawej strony Nadwiślana znowu doskonale główkował Sander. Ten zawodnik nie przegrał ani jednego pojedynku główkowego w tym meczu. W 78 minucie po kornerze Nadwiślana główkował Mateja – pół metra obok naszej bramki. W 83 minucie po mierzonej centrze z rzutu wolnego Marcinkowskiego dosłownie o włos pomylił się Sander skaczący szczupakiem do górnej piłki w polu karnym gospodarzy. W 85 minucie Nadwiślan wrócił z dalekiej podróży, kiedy w zamieszaniu podbramkowym piłka przeszła między nogami bramkarza i z linii bramkowej wybił ją stoper. W 87 minucie w dogodnej sytuacji znalazł się Szkatuła – trafił jednak w wybiegającego bramkarza. W 93 minucie po kontrze prawą stroną ofiarną interwencją w naszym polu karnym popisał się Marcinkowski – dostał piłką w twarz.

Z Góry piłkarze Przyszłości przywieźli ważny 1 punkt. W sumie w pojedynkach z tuzami naszej grupy (spójrzmy na tabelę miejsca od 2 do 5) nasza drużyna potrafiła wywalczyć 10 punktów, co jest znakomitym osiągnięciem. Aby zdobyć awans do III ligi nasi piłkarze – rozpatrując najgorszy scenariusz – powinni w 5 pozostałych meczach ugrać 12 punktów. To nie jest mało, ale do zrobienia.   

 

 

__________________________

14 maja 2011 r. - XXIV kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Przyszłość Rogów - MRKS Czechowice Dziedzice 2 : 1 (2 : 1)

To jest niesprawiedliwe – drużyna z takiej „pipidówy” ma awansować do III ligi a my z takiego miasta nie!!

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher (81. Radosław Żbikowski), Sander, Kolisz, Marcinkowski – Styczeń (46. Pucka), Ciuberek, Sałek, Kachel – Wieczorek (76. Szkatuła), Robert Żbikowski (I, k) (91. Bober).

Widzów: 300.  Żółte kartki: Sander,

Bramki: 18 min. 1 : 0 – Wieczorek,

             39 min. 1 : 1 – Gola (głową),

             44 min. 2 : 1 – Wieczorek.

No niestety z takiej „metropolii” jak Czechowice chyba na razie nie – odpowiadamy kibicom MRKS Czechowice, którzy po stracie drugiego gola głośno uświadamiali Rogowianom gdzie ich miejsce. Mecz Przyszłości z wiceliderem tabeli był dla wicelidera meczem o wszystko – dla Przyszłości nie koniecznie – ponieważ 7 punktowa przewaga naszej drużyny nad MRKS – em dawała jednak pewien komfort spokojnej gry. W 5 minucie wyjątkowo dysponowany w tym meczu Wieczorek przejął długie podanie, ograł obrońcę i jego strzał obronił doskonale znany w Rogowie (zresztą sympatyczny) bramkarz gości, Michałowski. W chwilę później strzał po ziemi obronił Łobaczewski. W 12 minucie Styczeń zgrał do Wieczorka. Nasz napastnik znalazł się sam przed Michałowskim, ale strzelał z ostrego kąta i bramkarz MRKS obronił ten strzał. W 18 minucie Przyszłość przeprowadziła kapitalną akcję: Sałek do Kachela ten prostopadle w uliczkę do Wieczorka. Natychmiastowy strzał po ziemi naszego napastnika zaskoczył bramkarza gości i objęliśmy prowadzenie 1 : 0. W 20 minucie waleczny Kachel został trafiony piłką w żołądek i musiał kurować się za boiskiem. W 26 minucie ni to strzał ni podanie w pole karne z 35 metrów Malchera, musiał bronić Michałowski. Od tego momentu aż do 40 minuty inicjatywę przejęli goście. W 38 minucie po rzucie wolnym z 17 metrów MRKS – u piłka otarła się o nogę Żbikowskiego I, przeszła wzdłuż bramki Przyszłości i o centymetry minęła cel. W 39 minucie goście strzelali róg. Wykonali go idealnie. Obrońcy Przyszłości zapomnieli o wbiegającym w pole karne Goli a ten przez nikogo nie atakowany strzelił głową pod poprzeczkę naszej bramki i wyrównał stan meczu. Przyszłość – stary weteran nie takie rzeczy już musiał w IV lidze przejść – nie zdeprymowała się utratą gola. To trochę zaskoczyło Czechowiczan. To oni chcieli iść za ciosem a nie bronić się przed atakami gospodarzy. W 44 minucie Kachel podał do Żbikowskiego I, który uciekł prawemu obrońcy gości. Będąc 8 metrów przed końcową linią boiska posłał mocną piłkę między obrońcę i bramkarza Czechowic do Wieczorka, który wbiegał w pole karne. Paweł bez namysły strzelił po ziemi i nie dał szans Michałowskiemu na skuteczną obronę – 2 : 1. Kibice gości ostro domagali się nie uznania gola, gdyż ich zdaniem nasz napastnik był na spalonym. Z opisu wynika, że piłka była podana do tyłu!! więc nie ma mowy o spalonym a dodatkowo między bramkarzem a Wieczorkiem był jeszcze obrońca MRKS - u; zresztą dysponujemy zdjęciem naszego znakomitego fotografa p. Błędowskiego, które obrazuje, prawidłowość decyzji sędziów – zdjęcie będzie do zobaczenia w naszej galerii.

W drugiej połowie nastąpił spodziewany atak gości. W 51 minucie Łobaczewski obronił daleką centrę gości. W 52 minucie niespodziewanie strzelił Żbikowski I – Michałowski odbił piłkę przed siebie, pod nogi Wieczorka. Sędziowie przerwali jednak akcję dopatrując się spalonego Pawła. W 59 minucie po rogu główkował Żbikowski I – minimalnie obok bramki. W 60 minucie po szybkiej kontrze MRKS – u interweniował na 12 metrze Łobaczewski i został brutalnie potrącony przez napastnika gości. Sędzia sugerował nawet wymianę bramkarza – na szczęście „Łobo” podniósł się i dograł do końca meczu. W 62 minucie centrę z prawej strony gości wybił głową Sander. W 64 minucie na róg główkował Ciuberek, po którym Łobaczewski znowu wybił piłkę na róg. W 65 minucie strzał Kachela obronił Michałowski. W 69 minucie z wolnego strzelił Marcinkowski i Michałowski znowu musiał popisać się swoim talentem. W 74 minucie zobaczyliśmy kapitalną interwencję wślizgiem za polem karnym Łobaczewskiego. W 77 minucie znowu świetna interwencja Łobaczewskiego, tym razem w polu karnym. W 79 minucie doskonałą interwencją popisał się Kolisz i wybił centrę gości z lewej strony. W 84 minucie Przyszłość wróciła z dalekiej podróży. MRKS strzelał rzut wolny z 40 metrów. Mocno uderzona piłka minęła wszystkich w polu karnym i naszego bramkarza. Na całe szczęście trafiła w słupek a potem w asekurującego wszystko Sandra i wyszła na róg. Jak wynika z opisu meczu goście mieli w tym momencie przewagę i dążyli do wyrównania stanu pojedynku. W 89 minucie postraszył ich jeszcze Żbikowski I a jego strzał o centymetry minął poprzeczkę Michałowskiego. W doliczonym czasie gry strzałem rozpaczy z 40 m popisał się pomocnik MRKS – u. Piłka zmierzała do okienka bramki Przyszłości. Łobaczewski wyłapał to uderzenie, ale czując że przewraca się z nią do bramki wypchnął ją na róg. Uderzenie z rogu zakończyło ten ciekawy i emocjonujący pojedynek.

Nie wiemy, czy Przyszłość – mimo, że gra w tym sezonie doskonale – awansuje do III ligi, ale nigdy nie posuniemy się do takich obraźliwych wypowiedzi pod adresem kogokolwiek jak to usłyszeliśmy z ust przyjezdnych kibiców. Jednak daje sporo do myślenia fakt, że „pipidówka” daje lekcję piłkarstwa „metropolii”. A w ogóle to przepraszamy, że żyjemy.  

 

_______________________________

7 maja 2011 r. - XXIII kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze.

Rekord Bielsko Biała - Przyszłość Rogów 0 : 1 (0 : 0)

Biało czerwone szachy na boisku (ale tylko w I połowie) w II – bitwa na noże

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Pucka, Sander, Kolisz, Marcinkowski (82. Żbikowski II) – Malcher, Ciuberek, Sałek (75. Bober), Kachel – Żbikowski I (90. Cichecki), Wieczorek (66. Szkatuła).

Widzów: 100.  Żółte kartki: Malcher.

Bramki: 59 min. 0 : 1 – Malcher.

Mecz na szczycie w IV lidze grupy 2 śląskiej przyniósł wiele emocji. Gospodarze wystąpili w tym meczu w białych kostiumach a Przyszłość w czerwonych. W pierwszej odsłonie obie drużyny próbowały zablokować najmocniejsze strony przeciwnika. Grały ostrożnie starając się nie popełniać błędów, stąd wyglądało to jak partia szachów. Gra toczyła się w środku boiska i dopiero w 12 minucie po raz pierwszy interweniował bramkarz Przyszłości – po rzucie rożnym Rekordu. Minutę później wykazał się też bramkarz gospodarzy interweniując za polem karnym – głową. W 14 minucie po strzale Kasprzyckiego znowu łapał Łobaczewski. W 18 i 19 minucie po strzałach z rzutów wolnych Papatanasiu bronił spokojnie Łobaczewski. W 35 minucie w zamieszaniu podbramkowym Rekordu strzelał Sałek – metr obok bramki. W 39 minucie daleką centrę z lewej strony zlikwidował nasz bramkarz. W 42 minucie po rzucie rożnym Bielszczan doskonale zachował się Kolisz i wybił daleko piłkę. W 44 minucie najlepszą sytuację do strzelenia gola w tej połowie miała jednak Przyszłość. Po dość składnej akcji i zgraniu piłki przez Żbikowskiego I, przed bramkarzem znalazł się Wieczorek. Paweł natychmiast strzelił, bramkarz jednak był blisko i wybił piłkę nogami.

W drugiej połowie skończyły się boiskowe szachy. Rekord zaatakował z animuszem i przyparł Przyszłość do własnego pola karnego. W 46 minucie nasi obrońcy zablokowali groźny strzał Papatanasiu. W 48 minucie Łobaczewski obronił daleką centrę Rekordu. W 52 minucie ocknęła się Przyszłość i strzał z rzutu wolnego Sałka musiał piąstkować bramkarz Rekordu. W 55 minucie z dość ostrego kąta strzelał Koczur – Łobaczewski był na miejscu. Przewaga Rekordu rosła i nic nie wskazywało na to iż gospodarze stracą gola. W 59 minucie Przyszłość przeprowadziła bardzo szybki atak pozycyjny. Pogubiła się pomoc Rekordu. Do piłki na lewym skrzydle doszedł Kachel. Posłał piękną centrę w pole karne gospodarzy. Nagle okazało się, że w 16 –stce Rekordu jest dwóch obrońców i trzech naszych zawodników, którzy rozegrali piłkę między sobą a kończył akcję Malcher – strzałem po ziemi w długi róg i pokonał dobrego bramkarza Rekordu. To niesamowicie zdeprymowało gospodarzy. Przez 10 minut nie potrafili dojść do siebie. W 62 minucie strzelał z 30 metrów Kachel – bramkarz Wnętrzak obronił. W 68 minucie Rekord strzelał rzut wolny z 35 metrów – Łobaczewski obronił. W 74 minucie po wybiciu piłki z pola karnego Rekordu, do piłki wystartowali Pucka i napastnik gospodarzy. Nasz obrońca wyraźnie zaczął przegrywać biegowy pojedynek. Na szczęście wyręczył go uważny Łobaczewski, który wybiegł przed pole karne i głową zażegnał niebezpieczeństwo. Nie mogąc przedostać się pod bramkę Przyszłości, zawodnicy Rekordu zaczęli grać ostro i nie przebierali w środkach. W 79 minucie składną akcję Rekordu likwidował na granicy pola karnego Łobaczewski i został bardzo ostro zaatakowany przez napastnika. Nasz bramkarz długo leżał na ziemi nie mogąc się pozbierać. W 82 minucie bardzo ostro potraktował naszego bramkarza - nie mogący sobie znaleźć miejsca na boisku - pieczołowicie pilnowany przez Ciuberka, Woźniak. W 83 minucie ofiarą bezpardonowego wejścia zbyt wysoko uniesioną nogą padł Sander. Na szczęście poszkodowani nasi zawodnicy po krótkich „reanimacjach” wrócili na boisko. W 86 i 89 minucie zakotłowało się pod naszą bramką, jednak najlepszy zawodnik na boisku – Łobaczewski wszystko bronił. Z przebiegu tego pojedynku wynikało, że gospodarze zasłużyli przynajmniej na remis. Jednak ostatnie minuty meczu muszą zweryfikować to twierdzenie. W 89 minucie po szybkiej kontrze Przyszłości z 18 metrów strzelał Żbikowski I – bramkarz Rekordu instynktownie obronił by w 93 minucie po kolejnej doskonałej akcji naszej drużyny w podobnej sytuacji jak przy zdobyciu bramki znalazł się Malcher lecz tym razem Wnętrzak obronił jego strzał.

Przyszłość zagrała kolejny solidny mecz i zasłużenie przywiozła trzy punkty z bardzo trudnego boiska. 

 

 

___________________________

3 maja 2011 r. - XXII kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Przyszłość Rogów - Podbeskidzie II Bielsko Biała 2 : 1 (0 : 1)

Śnieg, zimno i fantastyczny mecz w Rogowie

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher (70. Styczeń), Sander, Pucka, Marcinkowski – Sałek, Ciuberek, Kolisz, Kachel (88. Żbikowski II) – Żbikowski I (93. Lukoszek), Wieczorek (81. Szkatuła).

Widzów: 150.  Żółte kartki: Styczeń, Ciuberek.

Bramki: 12 min. 0 : 1 – Górkiewicz,

             48 min. 1 : 1 – Samobójcza,

             64 min. 2 : 1 – Wieczorek (głową).

W fatalnych warunkach atmosferycznych – Rogowscy kibice zobaczyli wspaniałe widowisko, które stworzyły obie drużyny. Goście (co było do przewidzenia) wzmocnieni I ligowymi: Linką, Górkiewiczem, Patejukiem i Zarembą grali od pierwszej minuty jak natchnieni i w pierwszej połowie wydawało się, że zmiotą Przyszłość z boiska. W 3 minucie po akcji Patejuka strzelali rzut rożny, po którym powstało spore zamieszanie w naszym polu karnym – na szczęście bez skutku bramkowego. W 7 minucie znowu Podbeskidzie nacisnęło, strzelało rzut rożny, po którym piłka przeszła minimalnie nad naszą bramką. Przyszłość dopiero w 10 minucie oddała pierwszy strzał na bramkę gości – konkretnie Wieczorek. Bramkarz obronił. W 11 minucie Przyszłość zamieszała w polu karnym gości. Najpierw strzelał Żbikowski I – bramkarz obronił a chwilę później poprawiał Kachel – obok bramki. W 12 minucie po kontrze gości, piłka odbiła się od naszych obrońców, na 25 metrze doszedł do niej Górkiewicz i pięknym wolejem pokonał naszego bramkarza – 0 : 1.  W 17 minucie główkował Ciuberek – nad bramką. W 21 duże zamieszanie w naszym polu karnym, zakończyło się dalekim wybiciem piłki. W 26 minucie rajd Żbikowskiego I zakończył się centrą z lewej strony. Piłka dotarła na 5 metr przed bramkę Podbeskidzia. Na miejscu był Sałek. Uprzedził go jednak stoper gości, lecz wybił piłkę tak nieszczęśliwie, że kopnął naszego zawodnika w głowę. Sałek długo kurował się za linią końcową boiska by wrócić w okazałym turbanie z bandaży na głowie. Od tego momentu Podbeskidzie niepodzielnie zapanowało na placu gry. W 28 minucie szybka kontra gości zakończyła się rogiem. W 31 minucie po centrze Patejuka pomocnik gości główkował z 5 metrów obok bramki. W 33 minucie po rajdzie Górkiewicza, piętą do bramki próbował skierować piłkę Patejuk, na szczęście dla Rogowian – niecelnie. W 36 minucie po kolejnej składnej akcji prawą stroną Podbeskidzia, Zaremba otrzymał piłkę 12 metrów przed naszym bramkarzem. Zamiast zaraz strzelać przyjął piłkę i w końcu ją zgubił, a była to tzw. „setka”. W 37 minucie strzał Patejuka obronił Łobaczewski. W 38 minucie prawą stroną uciekł Zaremba. Jego strzał wyłapał Łobaczewski. W 39 minucie po raz pierwszy od długiego czasu składną akcją popisała się Przyszłość i po centrze z lewej strony przed szarżującym Wieczorkiem obrońca posiłkował się ręką aby podać do swojego bramkarza – karnego jednak nie było. W 45 minucie wiele się działo. Najpierw po indywidualnej akcji Żbikowskiego I, bramkarz obronił kąśliwy strzał, potem Wieczorek otrzymał piękne podanie od Żbikowskiego I – strzelił jednak niecelnie i na koniec Łobaczewski musiał bronić uderzenie z 20 metrów.

Początek drugiej połowy to odważny atak Przyszłości. Goście nie byli przygotowani na taki obrót sprawy. Nie spodziewali się, że szybkie tempo gry z pierwszej połowy można jeszcze przyśpieszyć. Okazało się, że Przyszłość to potrafi. W 48 minucie po nieporozumieniu przed linią bramkową Podbeskidzia między bramkarzem a stoperem gospodarzy – w czym wydatnie pomógł wszędobylski Żbikowski I – obrońca trafił w bramkarza i piłka odbita jeszcze od słupka wtoczyła się na 1 : 1 do siatki gości. Goście nie pogodzili się z takim stanem rzeczy i w 50 minucie Patejuk najpierw ograł Kolisza a potem Marcinkowskiego i pomknął sam na bramkę Łobodzińskiego. Nasz bramkarz zachował się znakomicie i doskonale wyliczył wybieg z bramki aby rzutem pod nogi zagarnąć piłkę. W 56 minucie znowu centrował Patejuk – piłka przeszła jednak wzdłuż naszej bramki i nikt jej nie sięgnął. W 57 minucie odgryzła się Przyszłość. Wieczorek ze Żbikowskim I rozklepali obronę i zgrali do Sałka w pole karne. Strzał Wojtka obronił jednak bramkarz. W 60 minucie znowu zaatakowało Podbeskidzie i znowu doskonale spisał się bramkarz Przyszłości wyłapując płaskie podanie z prawej strony w nasze pole karne. W 64 minucie Sałek ze Żbikowskim I i Wieczorkiem przeprowadzili znowu akcję tylko kolejność podań była odwrotna. Centrował Sałek, Żbikowski zgrał głową piłkę w pole karne, gdzie lecącą metr nad ziemią piłkę, Wieczorek "szczupakiem" !! umieścił w siatce – 2 : 1. Jeżeli ktoś myślał, że goście po tym golu złożą broń, ten się rozczarował. W 68 minucie Podbeskidzie strzelało serię trzech rzutów rożnych. Po jednym z nich główkował Zaremba – w ręce Łobaczewskiego. W odpowiedzi w 69 minucie zakotłowało się pod bramką Podbeskidzia – też bez efektu. W 75 minucie będący 2 minuty na boisku Pawlus strzelił z 30 metrów i trafił w składanie słupka z poprzeczką bramki Łobaczewskiego. Była to już ostatnia groźna akcja gości w tym meczu. Przyszłość od tego momentu przestała iść na wymianę ciosów, zaczęła szanować piłkę – trzymając piłkę daleko od własnej bramki i nie dając gościom pograć, spokojnie dowiozła korzystny wynik do końca meczu.

 

_______________________

30 kwietnia 2011 r. - XXI kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Gwarek Ornontowice - Przyszłość Rogów 0 : 2 (0 : 1)

Udany rewanż Przyszłości za porażkę na własnym boisku

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher, Sander, Kolisz, Marcinkowski – Styczeń (72. Pucka), Ciuberek (78. Lukoszek), Sałek, Kachel (84. Radosław Żbikowski - II) – Wieczorek (89. Szkatuła), Robert Żbikowski (I).

Widzów: 70 w tym 7 z Rogowa.         Sędzia: Bartosz Pielarz – Katowice.

Żółte kartki: Ciuberek, Wieczorek.

Bramki: 30 min. 0 : 1 – Wieczorek (głową),

             74 min. 0 : 2 – Robert Żbikowski.

Rzadko rozpoczynam sprawozdanie od oceny sędziego a właściwie to staram się tego nie robić. Tym razem muszę zrobić wyjątek – arbiter tego spotkania sędziował znakomicie. Gra była twarda i pan Pielarz doskonale poradził sobie, szczególnie w interpretacji gry faul – brawo, więcej takich rozjemców piłkarskich. W nieco przydługim wstępie należy jeszcze dodać, że po porażce 0 : 2 na własnym boisku, Przyszłość potrafiła się w podobny sposób zrewanżować Gwarkowi. Kibice gospodarzy musieli przełknąć gorzką pigułkę – tak jak my w pewien deszczowy jesienny dzień w Rogowie.

Mecz wygrała doskonale opracowana taktyka trenera Sosny i zrealizowana skrupulatnie przez piłkarzy. Wiadomo nie od dzisiaj, że najgroźniejszą bronią Gwarka Ornontowice są kontrataki – ta drużyna po prostu z tego słynie. Dlatego Przyszłość zaczęła mecz od niechcenia. Naszym piłkarzom nie zależało na forsowaniu tempa. Budowaliśmy spokojnie akcje od obrony a pod bramkę gospodarzy podchodziliśmy tylko po pewnych akcjach – unikając tym samym niepotrzebnych strat piłki – z tego przecież rodzą się kontry. Gwarek chcąc wygrać, musiał zaatakować. W 12 minucie pokusił się o pierwszą składną akcję i po groźnej centrze z prawej strony w naszym polu karnym zawodnik Ornontowic zamiast strzelać, przytrzymał piłkę ręką – co oczywiście zauważył sędzia. W 18 minucie po centrze doskonale grającego w tym meczu Marcinkowskiego, główkował Wieczorek. Piłkę na róg wybił (były bramkarz Przyszłości za kadencji p. Dankowskiego) Nowak. Gospodarze zaskoczeni doskonałą grą pozycyjną Przyszłości zaczęli się gubić. W 30 minucie szybki Marcinkowski uciekł obrońcy i posłał mocną centrę w pole karne. Piłkę głową musnął Wieczorek ale przeszła ona na szesnasty metr bramki Gwarka. Tam czekał na nią Styczeń i ponownie zgrał piłkę głową pod bramkę gospodarzy, gdzie znowu najwyżej wyskoczył Wieczorek i przelobował Nowaka – 0 : 1. Po straconej bramce gospodarze zaatakowali z impetem i natrafili na mur nie do przebycia w postaci pewnie grającej naszej defensywy, wspomaganej dzielnie przez środkową linię Przyszłości – na czele z Wojciechem Sałkiem. Wprawdzie w 32 i 42 minucie Łobaczewski musiał bronić dalekie strzały gospodarzy, to jednak w 44 minucie po główce Stycznia – Nowak z trudem wypchnął piłkę na róg.

Druga połowa – wyraźnie gorsza od pierwszej -  rozpoczęła się od próby opanowania środka pola przez gospodarzy, co przy doskonale dysponowanych naszych pomocnikach nie miało szans powodzenia. Niemniej gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Przyszłość nie musiała atakować – Gwarek musiał ale nie mając wiedzy o ataku pozycyjnym – strzelał z daleka, przeważnie niecelnie a jeżeli już celnie to na miejscu był Łobaczewski. W 74 minucie po wykopie od naszej bramki, piłka przeszła aż do linii obrony Gwarka, gdzie osamotniony Żbikowski I wbiegał między dwóch obrońców. Pierwszy z nich źle obliczył wyskok do piłki i ta przeszła nad nim. Asekurujący go kolega popełnił ten sam błąd i stary wyga Robert przejął bezpańską piłkę – huknął z całej siły nad wybiegającym Nowakiem. Piłka wylądowała pod poprzeczką bramki Gwarka – 0 : 2. Było właściwie po meczu. Resztę zabezpieczyła Przyszłości gra naszej defensywy i bramkarza. Gospodarze do końca meczu nie stworzyli już sobie sytuacji do strzelenia gola, natomiast Przyszłość miała na szpicy Wieczorka, który w 87 minucie doszedł do dalekiego wybicia naszych obrońców, ograł stopera i wychodzącego z bramki Nowaka. Piłka toczyła się do pustej bramki, ale dogonił ją obrońca gospodarzy i zażegnał niebezpieczeństwo.    

 

_____________________________

23.04.2011 - XX kolejka w IV lidze sezonu 2010/11

Przyszłość Rogów - Zapora Porąbka 1 : 0 (1 : 0)

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher, Sander, Kolisz, Marcinkowski (82. Żbikowski II) – Styczeń (67. Lukoszek), Sałek, Ciuberek (79. Pucka), Kachel – Wieczorek (89. Benauer), Żbikowski I.

Widzów: 200.   Żółte kartki: Styczeń.

Bramki: 22 min. 1 : 0 – Robert Żbikowski (głową).

Zwycięstwo Przyszłości jest dlatego cenne, ponieważ dało samodzielne liderowanie w IV ligowej tabeli 2 grupy śląskiej. Mecz był zaciętym pojedynkiem do momentu strzelenia gola przez Przyszłość. W 4 minucie po złym wykopie Łobaczewskiego, pomocnik Zapory strzelał do pustej bramki Przyszłości. Strzał z 40 metrów minął jednak cel o 5 metrów. W 8 minucie Wieczorek odebrał piłkę niemrawemu obrońcy i strzelił z ostrego kąta. Bramkarz wprawdzie na dwa razy ale poradził sobie z tą centrą. W 11 minucie najpierw główkował Wieczorek po rzucie z autu Stycznia a zaraz po tym do przypadkowej piłki rzuconej w pole karne Zapory wystartował Żbikowski I i nie sięgnął piłki. W 13 minucie Zapora miała najlepszą w tym meczu sytuację do strzelenia gola. Do piłki wybitej przez bramkarza Zapory na połowie boiska wystartował Sander. Niestety Dawid fatalnie się pośliznął i napastnik Zapory otrzymał wspaniały prezent – piłka na nodze, do bramki 50 metrów a przed nim tylko bramkarz Przyszłości. Łobaczewski nie mając nic do stracenia ustawił się na 14 metrze i czekał na rozwój wypadków. Nie czekał biernie ponieważ zostały mu 2 metry aby skutecznie interweniować rękami jeszcze w polu karnym. Zawodnik Porąbki zamiast strzelać próbował jeszcze mijać naszego bramkarza, a ten wspaniałym rzutem pod nogi wybił piłkę przeciwnikowi. Rosła przewaga Przyszłości. W 22 minucie Malcher uciekł prawą stroną obrońcy i podał mierzoną centrę wprost na głowę Roberta Żbikowskiego, który przełamał swoją wiosenną niemoc i pewnie zdobył gola dla Przyszłości (pierwszego na wiosnę ale na pewno nie ostatniego). W 27 minucie podochocony bramką Żbikowski I uciekł lewą stroną i podał na głowę Wieczorka. Piękna główka została wybita z linii bramkowej przez bramkarza Porąbki.

Druga połowa meczu to desperackie próby odwrócenia losów meczu przez gości. Przyszłość spodziewała się takiego obrotu sprawy i pozwoliła się góralom wyszumieć by od 50 minuty przejąć inicjatywę w swoje ręce. W 57 minucie rzut wolny dla Przyszłości wykonał najlepszy piłkarz na boisku w tym meczu – Wojciech Sałek. Bramkarz gości z trudem piąstkował ten strzał w pole. W 64 minucie Przyszłość stworzyła sobie doskonałą sytuację na podwyższenie wyniku. Żbikowski I uciekł lewą stroną i zgrał piłkę w pole karne do Kachela. Ten mocno strzelił – bramkarz wybił piłkę przed siebie pod nogi ... Stycznia. Strzał Grzegorza nie trafił jednak w światło bramki. W 67 minucie lewy pomocnik Zapory, będący permanentnie na spalonym, wystartował do długiego podania kolegów i tym razem prawidłowo przejął piłkę, co z tego kiedy do jego doskonałego podania nie wystartował żaden z kolegów i piłka spokojnie wyszła na aut po przeciwległej stronie boiska. Po tej akcji Przyszłość spokojnie zabezpieczała dostęp do własnej bramki, a Zapora myślała jedynie aby nie stracić więcej goli. Przewaga naszej drużyny była wyraźna i nie pozostawiała złudzeń, kto ten mecz wygra. Brawo Przyszłość – nasza drużyna zgotowała wspaniały prezent swojemu trenerowi panu Tomaszowi Sosna, który obchodził w tym dniu urodziny. Szkoda, że po meczu tylko starzy kibice i dawni członkowie Zarządu na czele z obecnym wiceprezesem panem Huwrem, skarbnikiem p. Mrozkiem, szefem Komisji Rewizyjnej p. Norbertem Ziedek oraz administratorami naszej strony zaszczycili tę uroczystość!?            

 

_____________________________________

20 kwietnia 2011 r. - Finał Pucharu Polski w podokręgu Racibórz

Unia Racibórz - Przyszłość Rogów 1 : 3 (1 : 2)

Przyszłość po raz szósty zasiadła na fotelu najlepszej drużyny w podokręgu Racibórz

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Radosław Żbikowski, Pucka, Malcher (63. Ciuberek), Marcinkowski (60. Lukoszek) – Benauer, Kolisz, Cichecki, Sałek (82. Styczeń), Szkatuła – Wieczorek (73. Kachel).

Widzów: 200.   Sędzia: Robert Wala (Racibórz).

Bramki:   6 min. 1 : 0 – Potaczek,

             36 min. 1 : 1 – Wieczorek,

             45 min. 1 : 2 – Malcher,

             69 min. 1 : 3 – Szkatuła.

Udał się rewanż Przyszłości za niedawną porażkę z Unią w meczu ligowym. Mecz o zaszczytne trofeum pucharowe bynajmniej nie był dla naszej drużyny spacerkiem. Unia natarła na Rogowian z animuszem i nasza defensywa zaczęła się chwiać w posadach. W 6 minucie po rzucie z autu zawodnika Unii piłka przeszła nad głowami naszych defensorów. Dopadł do niej Potaczek i przelobował wybiegającego Niedzielę – 1 : 0. W 20 minucie „dziecko” szczęścia Niedziela znowu stanął w pozycji sam na sam z Potaczkiem. Ten jednak był tym razem mniej precyzyjny i trafił w słupek. W 35 minucie 2 metry przed naszą bramką wybijał skaczącą piłkę Malcher. W 36 minucie Przyszłości wreszcie wyszła szybka kontra. Szkatuła uciekł lewą stroną obrońcy i posłał półgórną centrę w pole karne Unii do niekrytego Wieczorka, któremu nie pozostało nic innego jak pokonać bramkarza gospodarzy – 1 : 1. W 38 minucie po błędzie naszej obrony znowu przed Niedzielą znalazł się nie kryty zawodnik Raciborza, ale fatalnie przestrzelił. W 45 minucie rzucaliśmy aut na wysokości pola karnego Unii. Najwyżej ze wszystkich do górnej piłki wyskoczył Wieczorek i głową zgrał do Malchera a ten dopełnił formalności, pakując piłkę na 1 : 2 do siatki.

Drugą połowę Unia rozpoczęła z trzema zmianami i mocnym postanowieniem odwrócenia losów pojedynku. W 48 minucie Żbikowski minął się z piłką. Wykorzystał to pomocnik Unii i po krótkim biegu zgrał na środek pola karnego do swego partnera. Ten jednak minął się z piłką przed pustą naszą bramką. W 51 minucie Unia przeprowadziła akcję tym razem prawą stroną. Dobiegającego do narożnika pola karnego zawodnika Raciborza powalił na ziemię Marcinkowski. Zobaczył za to żółty kartonik a Unia strzelała rzut wolny, po którym nastąpiło spore zamieszanie w polu karnym Przyszłości. Na szczęście bez konsekwencji. 54 minuta miała brzemienne skutki na losy meczu. Wykłócający się od pewnego czasu o wszystko z arbitrem Potaczek kopnął w brzuch Kolisza. Zobaczył za to czerwoną kartkę i to załamało impet drużyny gospodarzy. Przyszłość przejęła inicjatywę i w 68 minucie doskonałe podanie na środek pola karnego otrzymał Szkatuła. Powalczył ze stoperem ale nie zdołał wepchnąć piłki do siatki. Minutę później był już skuteczniejszy i kiedy znalazł się sam na sam z bramkarzem – tym razem nie dał mu szans i zrobiło się 1 : 3. Broniąca się Unia wyprowadziła jednak kilka groźnych kontr. W 74 minucie do dalekiego podania Unii wystartował Niedziela. Interwencja ślizgiem za naszym polem karnym była nieskuteczna i zawodnik Unii znalazł się z piłką przed pustą bramką. Strzelił z 25 metrów i nie trafił w światło bramki. W 84 minucie Niedziela tym razem skutecznie piąstkował piłkę po precyzyjnym rogu Kowalczyka. W 88 minucie gospodarze strzelali z narożnika pola karnego. Idącą w okienko piłkę wspaniale wybronił nasz bramkarz. W doliczonym czasie gry po szybkiej akcji: sam na sam z bramkarzem znalazł się Kachel. Próbował założyć wybiegającemu golkiperowi „siatkę”. Piłka odbiła się jednak od pięty bramkarza i wyszła poza boisko.    

 

 

___________________________

16 kwietnia 2011 r. - XIX kolejka w lidze IV sezonu 2010/11

Przyszłość Rogów - Amatorski Klub Sportowy Mikołów 2 : 0 (1 : 0)

Przyszłość stanęła na wysokości zadania

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher, Sander (46. Pucka), Kolisz, Marcinkowski (71. Szkatuła) – Styczeń (65. Radosław Żbikowski II), Ciuberek (80. Benauer), Sałek, Kachel – Wieczorek, Robert Żbikowski I.

Widzów: 300.  Sędzia: Radosław Heller (Skoczów).

Bramki: 10 min. 1 : 0 – Wieczorek,

             52 min. 2 : 0 – Samobójcza.

Wynik z Rudy Śląskiej oczywiście dotarł do Rogowa i piłkarze Przyszłości wiedzieli, że MRKS Czechowice potknął się z Grunwaldem. Nasi piłkarze stanęli na wysokości zadania, pokonali AKS Mikołów i wyprzedzili w tabeli dotychczasowego lidera. Nie przyszło to łatwo bo AKS zawiesił wysoko poprzeczkę. Goście odważnie zaatakowali od pierwszej minuty i mieli więcej z gry. Przyszłość ani rusz nie potrafiła wyswobodzić się z objęć wszędobylskich piłkarzy AKS – u. Taka sytuacja trwała przez 10 minut. W 10 minucie piłka wreszcie przekroczyła połowę boiska AKS - u i po składnej akcji Kachela ze Żbikowskim I do piłki doszedł Wieczorek, wykorzystał fatalne ustawienie bramkarza gości i pewnym strzałem dał Przyszłości prowadzenie. To wyraźnie podcięło skrzydła odważnym Mikołowianom. W 16 minucie jak najbardziej prawidłowego gola zdobył Żbikowski I. Sędzia boczny dopatrzył się spalonego, co nie mogło mieć miejsca gdyż nasz zawodnik przejął piłkę przed obrońcą gości i minął go. W 21 minucie po rzucie z autu Stycznia główkował Wieczorek – bramkarz gości musiał się wykazać refleksem aby wypchnąć piłkę na róg. Od 30 minuty otrząsnął się AKS i już do końca pierwszej połowy miał więcej z gry. Najtrudniejsza sytuacja dla Przyszłości wydarzyła się w 45 minucie. Napastnik AKS – u przedarł się z piłką  po prawej stronie naszego pola karnego i został podcięty przed linią oznaczającą 16 – stkę. Rzut wolny z 17 metrów wypchnął nad poprzeczkę Łobaczewski. Po tym fakcie sędzia zakończył pierwszą połowę, o co mieli duże pretensje goście, że nie pozwolił im wykonać rzutu rożnego.

W drugiej połowie AKS nie zamierzał odpuszczać i znowu zaatakował. W 47 minucie po ostrej centrze z lewej strony bronił skutecznie Łobaczewski. W 50 minucie, powtórka z rozrywki, znowu centrę z lewej strony neutralizował będący w doskonałej formie bramkarz Przyszłości. W 52 minucie nastąpiło rozstrzygnięcie pojedynku. Styczeń zdecydowanie powalczył na prawej stronie pola karnego gości z obrońcą AKS – u i strzelił w wybiegającego bramkarza, a kiedy piłka znowu trafiła do Grzegorza - ten po raz drugi uderzył i trafił w obrońcę gości, który wepchnął piłkę do własnej bramki – 2 : 0. Opłaca się walczyć o każdą piłkę, choćby wydawała się stracona. Po minucie AKS strzelał rzut rożny tak precyzyjnie, że Łobaczewski musiał bronić tę centrę. W 55 minucie Sałek po akcji całego ataku strzelił w słupek. W 62 minucie znowu Łobaczewski obronił groźny strzał z ostrego kąta. W 71 minucie po doskonałej akcji naszej drużyny, sam przed bramkarzem gości znalazł się Żbikowski II – mocno strzelił – bramkarz na dwa razy, ale obronił. Do końca meczu gra była już wyrównana i w 90 minucie po rzucie wolnym z 30 metrów AKS mógł zdobyć gola, ale na przeszkodzie stanął doskonale grający w tym meczu Łobaczewski. W drugiej połowie goście trafili jeszcze dwa razy do naszej siatki ale były to strzały po wyraźnych spalonych. 

 

___________________________________

9 kwietnia 2011 r. - XVIII kolejka w IV lidze sezonu 2010/11

Przyszłość Rogów - Carbo Gliwice 2 : 1 (1 : 1)

Nadal gonimy wynik, ale jest lepiej

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Malcher, Kolisz, Pucka, Marcinkowski (77. Bober) – Styczeń (82. Cichecki), Ciuberek (71. Szkatuła), Kachel – Robert Żbikowski, Wieczorek (66. Benauer).

Widzów: 200.          Sędzia: Przemysław Pietraszewski (Bytom).

Żółte kartki: Sałek, Niedziela.

Bramki:  2 min. 0 : 1 – samobójcza (Marcinkowski),

            25 min. 1 : 1 – Wieczorek,

            61 min. 2 : 1 – Styczeń.

Mecz Przyszłości z Carbo Gliwice był dramatyczny i do końca trzymał widzów w napięciu. Dla Przyszłości zaczął się najgorzej jak mógł. W 2 minucie, po pierwszej akcji zaczepnej Carbo, ich pomocnik umiejętnie przewrócił się po starciu z pomocnikiem Przyszłości. Rzut wolny z 40 metrów na bramkę Przyszłości wylądował na nodze dobrze ustawionego Marcinkowskiego. Niestety mocno bita piłka zeszła po bucie naszego obrońcy i wpadła do siatki, obok zdezorientowanego Niedzieli. Po stracie tego gola Przyszłość zaczęła odrabiać stratę. W 10 minucie po płaskim podaniu Sałka, sam na sam z bramkarzem znalazł się Robert Żbikowski i nie przelobował golkipera gości. W 12 minucie doszło do przykrego zdarzenia. Dwóch zawodników gości  blokowało dostęp do piłki naszemu piłkarzowi. Robili to tak nieszczęśliwie, że jeden z nich ze złamanym nosem pojechał do szpitala. W 15 minucie tym razem Wieczorek obsłużył Żbikowskiego i znowu z sytuacji sam na sam wyszedł tylko róg. W 25 minucie, grający doskonały mecz Kachel, wyprzedził na linii pola karnego obrońcę gości, który faulował naszego zawodnika. Wszyscy – łącznie z obrońcami i bramkarzem Carbo myśleli, że sędzia zatrzyma grę i na pewno tak by się stało, gdyby nie przytomność umysłu Wieczorka, który nie słysząc gwizdka sędziego - uznał, że Przyszłość otrzymała prawo korzyści. Paweł podbiegł do bezpańskiej piłki i zdobył wyrównującego gola dla Przyszłości. W 34 minucie strzał z rzutu wolnego piłkarzy Carbo znowu spowodował spory zamęt w naszym polu karnym i w jego efekcie zawodnik gości miał okazję strzelać z 5 metrów w kierunku bramki Przyszłości. Kierunek może był i dobry, ale wysokość dwupiętrowa. W 39 minucie po koronkowej akcji Przyszłości na lewej stronie do piłki w polu karnym doszedł Styczeń i mocno strzelił. Bramkarz gości z najwyższym trudem, na dwa razy, obronił to uderzenie. Po tej akcji bramkarz Carbo ostro wybił piłkę, ta wspomagana wiatrem zmierzała pod poprzeczkę naszej bramki – uważny Niedziela wybił piłkę na róg. W 44 minucie nie popisał się sędzia i ukarał Przyszłość rzutem wolnym pośrednim z 7 m za to, że nasz bramkarz wybijając piłkę po podaniu Kolisza trafił w swoją rękę. Fatalna sprawa – na szczęście spartaczona przez Carbo – mocny strzał gości trafił w poprzeczkę.

W drugiej połowie, od pierwszej minuty ostro ruszyła Przyszłość. W 47 minucie po rzucie wolnym z 30 metrów Marcinkowskiego, bramkarz Carbo w ostatniej chwili wypchnął piłkę na róg. W 60 minucie znowu w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Robert Żbikowski i nie wykorzystał sytuacji. W 61 minucie bezpańska piłka skakała przed polem karnym Carbo. Dopadł do niej Styczeń i strzałem życia w okienko nie dał szans dobrze grającemu bramkarzowi gości. Mecz wreszcie dobrze ułożył się dla naszej drużyny – tym bardziej, że w zasadzie Przyszłość nie schodziła z połowy gości. W 67 minucie po drugiej żółtej kartce musiał opuścić boisko kapitan Carbo – Kołodziej. Od tego momentu stała się, rzecz dziwna. Goście zamiast cofnąć się do obrony, zaatakowali. Niemniej narażali się na kontry i tak w 70 minucie po rzucie rożnym główkował Malcher i po interwencji bramkarza piłka zamiast do siatki trafiła w słupek. Nasi zawodnicy nie byli przygotowani na atak gości w sytuacji gdy grali oni w 10 - siątkę. Na szczęście defensywa Przyszłości pod wodzem Kolisza i Pucki w rundzie wiosennej gra bardzo pewnie i blokowała chaotyczne zapędy gości. W 90 minucie po doskonałej akcji Benauera piłkę otrzymał, będący sam przed bramkarzem w polu karnym Bober. Niestety nie wykorzystał tej sytuacji.

Przyszłość w pierwszym meczu na własnym boisku w rundzie wiosennej zagrała najlepszy swój mecz w tym roku. Grała pod dużą presją i udało się przełamać – 3 punkty to rzecz nie do pogardzenia.

 

 

________________________

2 kwietnia 2011 r. - XVII kolejka w IV lidze sezonu 2010/11

Unia Racibórz - Przyszłość Rogów 1 : 0 (0 : 0)

Mateusz Łobaczewski !!!?

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher, Kolisz, Pucka, Kachel – Radosław Żbikowski (II) (53. Benauer), Sałek, Bober (63. Cichecki), Lukoszek (76. Szkatuła) – Robert Żbikowski (I), Wieczorek (57. Kiepas).

Widzów: 100.         Sędzia: Wacław Bąk – Żywiec.

Żółte kartki: Łobaczewski.

Bramki: 48 min. 1 : 0 – Potaczek (karny).

Do meczu z autsajderem tabeli Przyszłość przystąpiła, jakby ten mecz  był już wygrany. Panowie, mecz w Raciborzu to były derby – trzeba było walczyć od pierwszej do ostatniej minuty!. To zrozumiała drużyna gospodarzy, która walczy o utrzymanie w IV lidze i zasłużenie wygrała z Przyszłością. Zawodnicy Unii byli od początku do końca meczu o ułamek sekundy szybsi od naszych zawodników. Na tle walczących gospodarzy, Przyszłość wyglądała mizernie. Nasza drużyna na razie jest bez formy. Wygląda to tak jakby nasi piłkarze traktowali mecze ligowe jak sparingi – należy zejść na ziemię i powalczyć o ligowe punkty. Zawodnicy Przyszłości  w pierwszej połowie chętniej strzelali niż w meczu z Żorami, niemniej wszystko bronił najlepszy na boisku bramkarz Unii, Kubów. Obronił strzały Żbikowskiego II, Kachela, Lukoszka. Unia nie zasypywała gruszek w popiele i zatrudniła również naszego bramkarza: w 12 minucie z rzutu wolnego strzelał Podstawka i w 20 minucie sam na sam z naszym bramkarzem znalazł się Pniewski i przegrał ten pojedynek. Można by powiedzieć, że od 35 minuty Przyszłość osiągnęła w Raciborzu przewagę, gdyby nie dwa rzuty rożne Unii wykonywane w 40 minucie przez najlepszego piłkarza Unii, po Kubówie, Romana Kowalczyka, po których doskonale interweniował Łobaczewski.

Druga połowa meczu powinna rozstrzygnąć pojedynek na korzyść lepszej piłkarsko Przyszłości, gdyby nie sztubackie zachowanie się bramkarza naszej drużyny, który dotychczas spisywał się bardzo dobrze. W 47 minucie trzymający piłkę w rękach w narożniku pola karnego nasz bramkarz został bezpardonowo zaatakowany przez zawodnika Unii i zamiast zgodnie z podstawami taktyki przewrócić się, zachował się „bohatersko” i wystawił na szarżującego przeciwnika kolano. Zawodnik Unii padł jak rażony piorunem – Łobaczewski zobaczył żółty kartonik a Przyszłość została ukarana rzutem karnym. W 48 minucie stoper Unii, Potaczek nie dał szans naszemu bramkarzowi i przegrywaliśmy 1 : 0. Od tego momentu Przyszłość próbowała odwrócić losy meczu. Miała jednak pecha – bo oprócz słabej formy, w 59 minucie pomylił się również sędzia i ewidentną rękę obrońcy Unii w polu karnym postanowił ukarać rzutem wolnym z linii 16 metrów. Sędzia mylił się jeszcze kilka razy, czego nie wytrzymał trener Przyszłości i po kilkakrotnym krytykowaniu (zresztą słusznym) jego orzeczeń wylądował w 88 minucie na trybunach.

Przyszłość zagrała w Raciborzu słabo i nie zasłużyła na zwycięstwo. Życzymy Unii utrzymania się w IV lidze, ale trzeba również stwierdzić, że w meczu z Przyszłością nie była w stanie strzelić gola z gry i to może być bariera nie do pokonania, kiedy przyjdzie grać z drużynami bardziej zdeterminowanymi niż Rogowianie, którym nie grozi spadek, o awansie do III ligi z taką grą raczej mogą zapomnieć.  

 

 ____________________________________

26 marzec 2011 r. - XVI kolejka w IV lidze sezonu 2010/11

Klub Sportowy Żory - Przyszłość Rogów 1 : 1 ( 1 : 0)

Gramy dalej

Skład PRZYSZŁOŚCI: Łobaczewski – Malcher, Kolisz, Pucka, Kachel – Żbikowski II (Radosław) (76. Wieczorek), Ciuberek (81. Bober), Cichecki (46. Kiepas), Sałek, Szkatuła (62. Benauer) – Żbikowski I (Robert).

Widzów: 100.

Żółte kartki: Pucka.

Sędziowie: Nie możemy podać składu sędziowskiego, ponieważ nie został on ogłoszony na stadionie w Żorach, nie zostały również ogłoszone składy drużyn (nie było spikera)  – po prostu organizacja meczu nie spełniała wymogów na poziomie IV ligowym. Skoro pewne wymogi regulaminowe ogłoszone przez Śl. ZPN w Katowicach nie zostały DOPEŁNIONE – mecz, który odbył się pomiędzy KS. Żory a Przyszłością Rogów powinien być zweryfikowany i co najmniej powtórzony – przy zachowaniu wszystkich zasad regulaminowych.

Bramki: 23 min. 1 : 0 – samobójcza,

                58 min. 1 : 1 – Kolisz (karny).

Oczywiście, że Przyszłość Rogów gra dalej (o III ligę ?). Mecz na stadionie w Żorach dał naszej drużynie 1 punkt co w kontekście tego, że odnowiona drużyna Żor tylko 3 mecze zagra na wyjeździe, może okazać się cennym wynikiem. Niezależnie od tego Przyszłość w pierwszej połowie zagrała kiepsko. Na boisku obserwowaliśmy festiwal niecelnych podań z obu stron i ogólny chaos. Niby piłkarsko Przyszłość była lepsza, ale tylko dlatego, że Żory schowane za podwójną gardą liczyły na szybkie kontry. Kontry nie przynosiły rezultatu, gdyż nieźle była zorganizowana defensywa Przyszłości – niemniej  w 23 minucie straciliśmy frajersko gola. Rzut wolny z 35 metrów może się zdarzyć w każdym meczu i tak się przydarzyło i teraz. Precyzyjnie uderzona piłka przez zawodnika Żor w pole karne Przyszłości nie została wygłówkowana. W ogólnym zamieszaniu nasi obrońcy interweniowali tak nieszczęśliwie, że przelobowali naszego bramkarza i strzelili bramkę samobójczą. Ktoś by powiedział – bramka przypadkowa, niestety nie była by to pełna prawda. W 29 minucie gospodarze wykonywali rzut wolny z tego samego miejsca co przy pierwszym golu i znowu nasi obrońcy nie wybili piłki – doszedł do niej pomocnik Żor i z 8 metrów strzelił po ziemi w lewy róg naszej bramki. Na szczęście doskonale spisał się Łobaczewski i w beznadziejnej sytuacji wypchnął piłkę na róg – brawo! – gdyby było 2 : 0 – Przyszłość prawdopodobnie wyjechała by z Żor na tarczy. W 40 minucie Żory strzelały znowu z tego samego miejsca rzut wolny kiedy zdobyły gola i znowu wykonali to precyzyjnie (widać mają to fantastycznie wytrenowane) – lecz tym razem nasze linie defensywne spisały się bez zarzutu i wybiły piłkę. Skończyła się I połowa tego meczu, w którym Przyszłość pokazała wszystko co najgorsze. Na wysokości zadania jeżeli chodzi o poziom IV ligowy stanęli tylko Sałek ( w takiej formie jeszcze Wojciecha nie widzieliśmy), Kolisz i Łobaczewski. Przyszłość w I połowie nie oddała celnego strzału na bramkę Żor – dlatego nie strzeliła gola.

Druga połowa to inna gra i również inny mecz. Do gry Sałka i Kolisza dostroili się pozostali zawodnicy i miało to odzwierciedlenie na boisku. W 50 minucie rywalizujący o miano najlepszego gracza  Przyszłości w tym meczu Kolisz pokusił się o strzał z powietrza z 40 metrów. Piłka zmierzała w okienko bramki Żor – bramkarz jakimś cudem wybił piłkę na róg. Drużyna Żor próbowała początkowo dopasować się do szybszej gry Przyszłości i w 54 minucie po akcji prawą stroną centrę tej drużyny musiał bronić Łobaczewski. Ta akcja była łabędzim śpiewem gospodarzy. Do końca meczu nie zagrozili już bramce naszego bramkarza. W 58 minucie po składnej akcji Przyszłości w polu karnym został bezpardonowo podcięty Robert Żbikowski. Kulejący Robert wskazał na egzekutora jedenastki Kolisza. Wykorzystana 11 – stka była podsumowaniem bardzo dobrej gry tego piłkarza w tym meczu – 1 : 1. Przyszłość atakowała dalej, ale nie miała szczęścia. W 60 minucie Kachel strzelił w poprzeczkę. W 70 minucie po główce Kiepasa, sam na sam z bramkarzem znalazł się Robert Żbikowski i przegrał ten pojedynek. W 80 minucie z 16 m strzelał Kiepas, bramkarz obronił. Ostatnie 10 minut meczu to już znaczna przewaga Przyszłości. W 83 minucie po główce Wieczorka dobrze interweniował bramkarz Żor. W 85 minucie Przyszłość strzelała serię rzutów rożnych i po jednym z nich obrońcy gospodarzy wyręczyli pokonanego już bramkarza i wybili piłkę z linii bramkowej. Pojedynek w Żorach pokazał, że w rundzie wiosennej punkty dla każdej drużyny wiszą wysoko.

Na koniec jeszcze słowa trenera naszej drużyny – pana Tomasza Sosna: Nie jestem zadowolony z gry zespołu w tym meczu, nie wyróżniam nikogo i nie ganię oraz nie podpisuję się pod tym  co przedstawiliście na naszej stronie, że należy się komuś palma pierwszeństwa. Dla mnie liczy się drużyna i tylko wtedy będziemy wygrywać, jeżeli będziemy razem.   

 

=============================